Skip to Content
Back

Stefan, 62 lata

Z wykształcenia jest inżynierem elektrykiem. Obecnie pracuje w jednym z instytutów naukowych w charakterze kierownika projektów badawczych.

Praca w instytucie naukowym to dla Stefana niejako powrót do początków kariery zawodowej. W podobnej instytucji zaczynał bowiem karierę jako świeżo upieczony absolwent politechniki.

Potem były inne firmy, w tym ta, z którą związał się na bardzo długo i gdzie zamierzał pracować aż do emerytury. Był to jeden ze znanych koncernów międzynarodowych. Stefan pełnił w nim funkcję dyrektora ds. techniczno-administracyjnych. Zakres obowiązków miał ogromny, bo oprócz troski o utrzymanie odpowiedniego stanu technicznego budynków i sprzętów biurowych był odpowiedzialny za zakupy produktów i usług dla wszystkich działów, zapewnienie bezpieczeństwa informatycznego firmy oraz utrzymanie floty samochodowej dla pracowników. Pracował bardzo ciężko, po kilkanaście godzin na dobę, generował oszczędności dla firmy, m.in. poprzez optymalizację procedur zakupowych i był bardzo zadowolony ze swojej pracy. Zawsze też czuł się doceniany przez swoich przełożonych oraz podziwiany i lubiany przez współpracowników i podwładnych. Materialnie bardzo dobrze mu się powodziło, a ponieważ jego dzieci właśnie się usamodzielniły, postanowił zainwestować zgromadzone oszczędności w zakup działki i budowę domu dla siebie i żony „na stare lata”. Nie obyło się też bez kredytu bankowego, który, jak założył, spłaci, nim będzie musiał przejść na emeryturę. Zakładał, że skoro jest bardzo dobrym, często nagradzanym pracownikiem, to przynajmniej do końca swojej kariery zawodowej będzie zarabiał równie dobrze, a może i lepiej.

Życie jednak napisało dla niego zupełnie inny scenariusz. Firma, w której pracował, została przejęta przez inną. W wieku 54 lat, z kredytem hipotecznym na karku, Stefan wylądował na bruku. Nie było już w firmie stanowiska dyrektora ds. techniczno-administracyjnych, a wchodzące w zakres tego stanowiska obowiązki rozdzielono na cztery etaty! A Stefan nagle musiał nauczyć się poszukiwania pracy, bo do tej pory to ona jego znajdowała „sama”. Wykorzystał wszystkie dobre rady znajomych specjalistów od rynku pracy, przygotowywał CV i listy motywacyjne, lecz rzadko dostawał jakiekolwiek odpowiedzi czy w ogóle zaproszenia na spotkania. Jeśli doszło do takiego spotkania, to już na wstępie Stefan orientował się, że prowadzący zmierza do jak najszybszego jego zakończenia, że prawdopodobnie pojawił się przed obliczem „rekrutera” przez pomyłkę w rachunkach. Stefan wiedział bowiem, że w CV nie należy wpisywać daty urodzenia... I tak Stefan odbijał się od jednego muru do drugiego, próbując przez półtora roku te mury przebić. Nic z tego! Odpowiedzi, które otrzymywał po spotkaniach, były bardzo do siebie podobne: „Doceniamy Pana wysokie kwalifikacje i doświadczenie, lecz profil Pana kompetencji miękkich nie odpowiada kulturze organizacyjnej naszej firmy”.

Wreszcie Stefan uzmysłowił sobie, że jest nie tylko elektrykiem, ale i inżynierem. I powrócił do pracy w Instytucie, w którym stawiał pierwsze kroki zawodowe. Tylko że teraz nie jest wyłącznie naukowcem, lecz głównie biznesmenem i organizatorem, który pozyskuje fundusze na projekty badawcze, kontroluje ich budżety i nadzoruje realizację. Nie jest to praca tak dochodowa jak ta w korporacji, lecz umożliwia spłacanie raty kredytu. Na całą resztę musi wystarczyć emerytura jego pełnej optymizmu żony.


Wszelkie prawa zastrzeżone - Centrum Rozwoju Zasobów Ludzkich - 2014